Strony

poniedziałek, 3 października 2016

czarny protest

Czuję się w obowiązku dodać kilka słów od siebie.
Nie popieram aborcji, ale uznaję obecne prawo za właściwe. Dopuszcza aborcję w wyjątkowych sytuacjach - zawsze są to prywatne dramaty nie tylko kobiet, ale niejednokrotnie całych ich rodzin. Obym ja, moje przyjaciółki i młode kobiety z mojej rodziny nigdy nie stawały w obliczu podobnych sytuacji, nie musiały podejmować takiej decyzji. Patrzę na moje dwie śpiące córeczki i wiem, że życie jest cudem, wartym walki i poświęcenia.
Te z nas, które będą chciały to prawo złamać i tak je złamią, niezależnie od rygoru jaki będzie panował. Przecież podziemie aborcyjne w Polsce to całkiem dochodowy biznes, a nie doszukałam się w nowej ustawie ani jednego słowa odnoszącego się ukrócenia tego procederu. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny twierdzi, że w Polsce rocznie wykonuje się ponad 100 tys. aborcji, organizacje pro-life, że 7-13 tys. Tylko 15% tych zabiegów dokonuje się poza granicami kraju! Jak te liczby mają się do liczby legalnie przeprowadzonych w Polsce aborcji? (w ubiegłym roku niecałe 2 tyś http://www.newsweek.pl/…/aborcja-w-polsce-ile-dokonuje-sie-… ) To nie obecne prawo jest złe, ale edukacja kobiet i brak pomocy ze strony naszego państwa. Często kobietom łatwiej uzbierać niebagatelną sumę na "szybkie rozwiązanie", niż uzyskać wsparcie emocjonalne od najbliższych.
Czemu zatem uczestniczę w proteście? Protestuję ponieważ nowe prawo antyaborcyjne uderzy przede wszystkim w takie kobiety jak ja - żony i matki oraz nasze nienarodzone dzieci. Jeśli kolejna moja ciąża okaże się pozamaciczna, to istnieje duże ryzyko, że na jej przerwanie będę musiała czekać aż do naturalnej terminacji, pęknięcia jajowodu i zakażenia. A co jeśli ciąża będzie rozwijała się w jamie brzusznej? Jeśli lekarze w obawie przed karą nie będą chcieli wykonać mi badań prenatalnych, a moje dziecko umrze, chociaż mogła je uratować odpowiednia terapia lub operacja jeszcze w ciąży? Są sytuacje, w których ciąża zagraża życiu matki - kto się zaopiekuje moją rodziną, jeśli mnie zabraknie?
Uważam, że każdy niezależnie od wiary i przekonań powinien odpowiedzieć sobie na te kilka pytań zanim pójdzie wymachiwać transparentem z pociętym na kawałki ciałkiem. Protestuję w imieniu swoim, moich córek i męża, który bez nas życia sobie nie wyobraża.

niedziela, 25 września 2016

same rocznice

Blog zapuszczony, za to życie w realu aż pęka od nadmiaru wrażeń. Moja prywatna inicjatywa rozkręca się powoli, ale na ZUS i biuro rachunkowe już zarobiłam w tym miesiącu, więc dalej może być tylko lepiej :) 

Jutro obchodzimy 7 rocznicę ślubu :) Cieszę się, że mój Małżon wytrzymuje ze mną do tej pory, że mogę dzielić nasze smutki i radości na pół, że zawsze mogę na niego liczyć i że wspiera mnie w moich dziwnych pomysłach. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Do pełni szczęścia brakuje mi posprzątanej piwnicy :D

W całym tym zamieszaniu przegapiłam pół roczku Uli. Jeszcze chwilę temu myślałam, że nadrobię opis na blogu, ale oto kolejny miesiąc minął nie wiadomo kiedy :P Opiszmy zatem nasze 7 miesięcy. Nie ważyliśmy się już jakiś czas, ale w ubranka 74 już się nie wciskamy. Rozważam wręcz wkroczenie w rozmiar 86. 

Ulcia rozwija się podręcznikowo. Nie przeskakuje kluczowych punktów rozwoju tak jak robiła to Ala, lecz cierpliwie odhacza kolejne pozycje. Pod koniec szóstego miesiąca nieśmiało dźwigała brzuszek z powierzchni płaskiej, by pod koniec 7 miesiąca z zacięciem i determinacją przystępować do raczkowania. Dziś przegoniłyśmy ją przez pół salonu jako wabik podsuwając kolorowe żetony z jednej z naszych gier planszowych. Gdy male łapki były już o centymetr od chwycenia planszy, ja i Ala przesuwałyśmy się dalej o pół metra i kątem oka obserwowałyśmy dalsze próby pełzo-skoków naszego dziamdziaka. 

A właśnie, dziamdziak oficjalnie awansował na PRZECINAKA - mamy jednego ząbka! 

Siada z gracją jak Jaworowicz :D, tzn na boczku, z nóżkami wysuniętymi zgrabnie i podparta na jednej rączce. Prosto usiąść nie potrafi sama, ale to kwestia dni. Posadzona na pupie przez dłuższą chwilę utrzymuje jaki-taki chybotliwy pion. Leżenie już ją nudzi. Stojąc na czworaka odważa się podnieść coś w łapce i wsadzić do dzioba. 

Tak więc leżenie NIE, raczkowanie jeszcze nie wychodzi, więc najlepiej jest u dorosłego na rękach. Odkładanie na podłogę jest ZŁE! Do tego dochodzą pierwsze lęki separacyjne, objawiające się wzmożoną ilością decybeli, gdy mama odważy się wyjść do kuchni lub łazienki. Cycek jest najlepszym przyjacielem. Ula zasypia tylko przy cycku albo w nosidle na ojcowskiej piersi :) W nocy nadal tankuje ile daje radę, za to jak nie wypada nasza kolej odprowadzania Ali do przedszkola, to śpimy razem do 9 :)  

4 lata temu zostawiałam małą Alę pod opieką niani i uciekałam do pracy. Dziś nie wyobrażam sobie ,bym mogła zostawić Ulę komuś obcemu. Ali nie karmiłam piersią, tylko przez 8 miesięcy odciągałam pokarm laktatorem, dlatego zostawienie jej pod czyjąś opieką nie wydawało mi się tak straszne. Tym bardziej, że Ala była dużo bardziej wymagająca i potrzebowałam odpoczynku (w pracy). Ula ma zupelnie inny charakter, nauczyłam się już na pamięć i nie czuję się umęczona domowymi obowiązkami. O żłobku pomyślimy za rok :)

czwartek, 11 sierpnia 2016

co tam u nas?

Starszej chwieją się jedynki na dole. Złośliwość losu osiąga oto nowy poziom - te zęby to jedyne egzemplarze, w których nie ma próchnicy!


Dostałam dziś komplement - moje pierożki są lepsze niż te w przedszkolu!


Młoda się zlitowała i od kilku dni tankuje w nocy jak podręcznikowy niemowlak, tzn raz a porządnie, a nie co godzinę. Zębów nie widac.


Moje plany po miesiącach kombinowania nabrały w końcu namacalnego kształtu.  Pora na zakupy!


Małżon kupił mi sexi gatki, a ja przez ten cały majdan dookoła nawet ich jeszcze nie obejrzałam :(