Strony

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

prawie majowo

Kwiatki na balkon - mission failed :/ Ogrodnicze hipermarkety nie oferują nic ładnego, a w sobotę było już za późno na jeżdzenie i szukanie. Może dziś jak Małżon wróci z pracy uda mi się go namówić na małą wycieczkę (kochanie, jeśli to czytasz, to szykuj się ;) A w ramach wspominek: tak wyglądał nasz balkon rok temu:





@ rozkręca się dość niemrawo, zupełnie jakby mój organizm zapomniał jak to się robi. Nawet się zastanawiam, czy to aby nie coś innego...
Małżon zabrał do pracy książkę (obecnie oboje czytamy ten sam tom Gry o tron) więc dziś dzień sprzątania i szydełkowania. Może uda mi się też jakiegoś manicura walnąć, bo moje łapki wyglądają mało atrakcyjnie.

sobota, 28 kwietnia 2012

@

Przeżyłam dziś małe ździwko. Otóż mój organizm najwyrażniej stwierdził, że da radę wyprodukować kolejnych małych ludzi i zafundował mi dziś okres :/ Równo 9 tygodni po porodzie. Jednym słowem SZOK!
Dziś od rana wielkie sprzątanie balkonu i naszego jedynego okna na świat. Przez zimę zrobiła się tam straszna graciarnia. Odkryliśmy z niemałym zdziwieniem, że stolik z Ikei ma w środku jako meteriał usztywniający tekturę falistą o_O
Teraz balkon jest ogarnięty i czeka na kwiatki, po które mam nadzieję podjechać, jak się zrobi troszkę znośniej na dworze. W międzyczasie uskuteczniliśmy mrożoną kawkę na świeżym powietrzu, Niunia śpi, a Małżon pojechał po składniki na szaszłyki z kurczaka i ananasa :D~~~~ ślinka mi cieknie na samą myśl.

piątek, 27 kwietnia 2012

70H

Jest tak jak być powinno - ciepło, słonecznie, radośnie, beztrosko i bezczasowo. Oby wszystkie dni wiosny i lata były właśnie takie jak ten.
Wczoraj zaliczyłyśmy spacer "na syrenie". Mamy z Aluśką stałą trasę spacerów, której pokonanie zajmuje pół godziny. Coś mnie podkusiło, żeby zrobić drugie kółko - Mała spała, słońce grzało... Ale że sen Aluśki trwa przeciętnie 45 minut, to jak łatwo policzyć dziecko obudziło mi się w połowie drugiego okrążenia, na domiar złego głodne jak jasny gwint! Wkurzyłyśmy wszystkie psy w okolicy, nie pomagał smok, jechanie po dołkach ani branie na ręce. A w domu głodna bestia zjadła z butli raptem 60 ml...
Zakupiłam smoczki do butelek dla dzieci 3+ i będziemy je testować w przyszłym tygodniu. Przed narodzinami Aluśki zaopatrzyłam się w butelki Tommee Tippee, bo spodobał mi się ich kształt. Okazały się bardzo fajne, łatwe do mycia, a co najważniejsze bardzo odpowiadają Małej. Po fakcie doczytałam sie, że podobno jako jedyne imitują kształt piersi kobiety, dzięki czemu są idealne do karmienia mieszanego. Coś w tym musi być, skoro od narodzin Ala je równie chętnie z piersi jak i z butelki.
A tak swoją drogą chciałam się wyżalić na moje bezużyteczne 70H. Mała jest w stanie najeść się z piersi tylko rano, po 8-9 godzinach przerwy. W wypadku karmienia co 2-3h jestem w stanie zapewnić jej z obu piersi łącznie co najwyżej 60 ml. W moim przypadku wszystkie metody wzmocnienia laktacji zawiodły - dużo piję, dobrze sie odżywiam, często przystawiam do piersi, a pokarmu nie przybywa. Teraz po opróżnieniu piersi Mała dostaje jeszcze butlę i pochłania średnio 60 ml. Przynajmniej wiem, że się najada.

A to z wczorajszej zabawy w szalonego naukowca :D